załadowany do pełna

Kaitlyn Boyle Crushes Rekord kobiecy Arizona Trail 300

W kwietniu odbyła się 13. edycja wyścigu Arizona Trail Race, jednego z najstarszych samodzielnych wyzwań motocyklowych w kraju. To wytrzymałe, techniczne wydarzenie singletrack ma opcje 300 i 750 mil, które wymagają od jeźdźców nie tylko pokonywania trudnych tras i terenu, ale także wysokich temperatur i dużych odległości między źródłami wody a lokalizacjami zaopatrzenia. W tym roku ujawnieniem wyścigu była Kaitlyn Boyle, całkowicie nienarzucająca się kobieta, która miała 5 stóp 2 stóp, z wielkim uśmiechem, który zajął drugie miejsce w turnieju na 300 mil, jadąc nieprzerwanie przez 51 godzin, publikując jedną z najszybszych czasy na kursie i trwały ponad 10 godzin poza rekordem kobiet. Jest to inspirująca opowieść o jej jeździe, kiedy obserwowałem ją podczas rywalizacji.

***

Kilka godzin po żywym pomarańczowym zachodzie słońca Neil Beltchenko i ja spędzaliśmy chwilę, aby napełnić butelki z wodą z kranu i połknąć jak najwięcej kalorii, zanim zanurzymy się na skalistym singletracku. Neil walczył z 300-milową wersją po raz drugi i ścigałem się na całej długości szlaku. Jak na ironię, Neil utrzymał rekord w długim wydarzeniu w 6, 5 dni, a ja zdobyłem rekord dla krótszego po 45 godzinach. Przez całe popołudnie tego samego dnia wyścigu jeździliśmy ze sobą lub blisko siebie, przesuwając tempo nieco z przodu pola, starając się nie przegrzewać w gorących źródłach na pustyni Sonora.

Gdy siedziałem, jedząc trzecią bułeczkę, jasne światło pojawiło się wśród strzelistych kaktusów saguaro dalej w dół drenażu, wkrótce towarzyszyło mu brzęczenie głośnego, wolnego ciała.

„Och, strzelaj, ” wykrzyknął Neil, „nadchodzi Kait”. Wydawał się zaskoczony, że nas złapała.

"Cześć ludzie!" zawołała, gdy się podniosła, nie wyczuwając zmęczenia w głosie. Wyglądała na zadowoloną, że nas widzi.

Po pochwaleniu jej silnej jazdy Neil był spakowany i wrócił na rower. Skorzystałem z wychodka, zanim wróciłem na szlak na kole Kaitlyn.

„Jak się czujesz” - zapytałem.

"Czuję się świetnie!" Energia i podniecenie w jej głosie potwierdziły jej słowa. Z pewnością nie czułem się fantastycznie, ale po stu kilometrach prawie całkowitego singletracku wciąż nabierała rozpędu. Jej tempo było mocne, nawet w górę wąskich wapiennych podjazdów. Ponad szczytem wspinaczki skakała jak kojot i wpadła w płynące, opadające gruszkowo zejście w kierunku Tucson, pozwalając, by jej opony lekko opadały przez śliskie zakręty. Przez lata jeździliśmy razem tysiące kilometrów i było dla mnie wielką przyjemnością widzieć ją tak dobrze.